Uzależniony CEO

डाउनलोड <Uzależniony CEO> मुफ्त के लिए!

डाउनलोड करें

Rozdział 7: Z kim być po stronie

– Oszalałeś?! – twarz Alexandra aż zbladła, wrzasnął, zupełnie zapominając, że Henry wciąż tam stoi.

Prywatna kolekcja rodziny Brownów była dumą i oczkiem w głowie jego rodziców, wypchana bezcennymi skarbami.

Oddać ją jej, to jakby podarować połowę majątku Brownów!

A te pięć procent udziałów? On, ich własny syn, miał tylko osiem. Co za chora zachcianka!

Zoey uśmiechnęła się słodko, wręcz anielsko.

– Nie chcesz poślubić swojej prawdziwej miłości? Dla prawdziwej miłości nie możesz się aż tyle poświęcić?

W oczach Alexandra zapłonęła wściekłość. Gdyby się zgodził, rodzice by go żywcem zjedli.

Wciągnął głęboko powietrze.

– W takim razie ożenię się z tobą.

Oczy Catherine zaszły łzami.

– Alexander, przecież obiecałeś, że mnie poślubisz…

A teraz rzuca ją dla jakiś udziałów? Stare na złom, nowe na tron – naprawdę nie mógł zrobić dla niej chociaż tyle?

Jej słowa wbiły Alexandra w róg. Miotał się między gniewem rodziców i utratą spadku a swoją wielką, ślepą miłością.

Po krótkim namyśle podjął decyzję.

– Poślubię cię – powiedział tym razem twardo, bez wahania.

Catherine wbiła w niego wzrok pełen furii.

Oczy Zoey błysnęły kpiną.

– Ale z ciebie typ. Nie wezmę sobie do łóżka brudnego faceta. Wy dwoje – jeden brudny, druga głupia – jesteście dla siebie stworzeni. Nie będę psuła tak idealnej pary.

Jej ostre jak brzytwa słowa aż zagotowały w Alexandra. Zachwiał się, gotów rzucić się do ataku.

Henry tylko lekko uniósł dłoń, samym gestem zatrzymując Alexandra w miejscu.

– Panno Spencer, z tą kolekcją to chyba jednak trochę przesada.

Nie bronił Alexandra, po prostu dobrze wiedział, że kolekcja to kłopotliwy temat.

Nawet gdyby Zoey ją dostała, przyniosłaby jej więcej problemów niż pożytku.

Zoey szybko załapała i zmieniła front.

– To może piętnaście procent udziałów?

– Zgoda.

I po sprawie. Ot tak, lekką ręką oddano piętnaście procent udziałów rodziny Brown.

Alexander zamarł, a gdy dotarło do niego, co się właśnie stało, spojrzał na Henry’ego z paniką.

– Dziadku, moi rodzice mnie zabiją, jak się dowiedzą, to przecież piętnaście procent udziałów! A ona tylko rzucała z kosmosu jakiś absurdalny warunek!

Henry spojrzał na niego chłodno i uciął łagodnym tonem:

– Widocznie muszę sobie szczerze porozmawiać z twoją matką.

Oczy Alexandra rozszerzyły się, wargi zaczęły mu drżeć.

Henry jakby nic się nie stało, zwrócił się do Zoey:

– Zadowolona? – zabrzmiało to, jakby uspokajał dziecko.

Zoey była aż nadto zadowolona i skinęła głową.

Dopiero po chwili dotarło do niej, że coś tu nie gra. Przecież Henry przyjechał poprzeć Alexandra.

Czemu miała wrażenie, że właśnie pomaga jej się targować?

W jej pierwotnym planie już pięć procent udziałów byłoby miłym zaskoczeniem. Tymczasem Henry po prostu z marszu podbił stawkę do piętnastu.

Zoey nie zamierzała się jednak w to zagłębiać. Przeniosła wzrok na Arthura i powiedziała wolno:

– A teraz twoja kolej.

Umowa dotycząca testamentu i tak nie wchodziła w życie od razu, więc nie liczyła na to, że naprawdę zwiąże Arthura – w każdej chwili można ją zmienić.

Teraz chciała po prostu odzyskać wszystko, co należało do niej, i to wprost, bez pośredników.

Gdy nagle cała uwaga skupiła się na nim, Arthur spanikował i odruchowo spojrzał na Henry’ego.

Przed chwilą widział aż za dobrze, że Henry za Alexandrem nie przepada. Czy ich też nie lubił?

A jeśli tak, to Zoey mogła powiedzieć właściwie wszystko, a on i tak będzie po jej stronie…

Arthur zastanowił się chwilę i odezwał się do Henry’ego:

– Rzadko się zdarza, żeby sam pan Windsor zajmował się sprawami rodzinnymi. Alexander jest jeszcze młody, doceniamy pańską troskę, ale kolejna kwestia dotyczy już wyłącznie prywatnych spraw rodziny Spencerów.

Innymi słowy, grzecznie prosił Henry’ego, żeby się nie wtrącał.

Zoey, pod wpływem impulsu, wcięła się w rozmowę.

– Przed chwilą mówiłeś, że Alexander to twoja rodzina, a ja jestem obca. A teraz nagle to sprawa rodzinna?

Wiedziała, że przy Henrym Arthur nie odważy się za bardzo zgrywać chojraka.

Zoey wykorzystała więc moment i powiedziała:

– Mama zostawiła mi pięćdziesiąt procent udziałów w firmie, a ty nimi dla mnie zarządzałeś. Teraz chcę je z powrotem.

Arthur zarządzał nimi w jej imieniu, bo była młoda, a bez jej zgody nie można ich było sprzedać. Inaczej już dawno zostałyby rozwodnione.

– Te udziały należą do rodziny Spencerów. Jakim prawem śmiesz się o nie dopominać?

Caroline wpadła w panikę, kiedy usłyszała, że Zoey zaczyna dzielić spadek.

Po chwili paniki przypomniała sobie jednak, że w salonie siedzi Henry, i natychmiast spuściła z tonu.

Kłótnia w tym miejscu nie miała sensu, więc Zoey prychnęła z pogardą:

– Ja was tylko uprzedzam, żebyście się przygotowali, bo odzyskam to drogą prawną.

Zoey ślęczała nad kodeksami, zawzięcie ucząc się przepisów. Była zdeterminowana, żeby postawić winnych przed wymiarem sprawiedliwości i odzyskać to, co jej się należy, w majestacie prawa.

Zoey przesunęła w ich stronę dokument testamentu.

– To jest ostatnia szansa, jaką wam daję z sentymentu do przeszłości. Jeśli się na to zgodzicie i to poświadczycie notarialnie, to teraz odbiorę tylko dwadzieścia pięć procent i grzecznie poczekam na resztę, aż umrzecie.

Jej słowa były ostre i bezwzględne.

Arthur kipiał ze złości, tylko powtarzał:

– Ty!... – wyraźnie brakowało mu słów, żeby w pełni wyrazić frustrację.

Henry patrzył na triumfujący wyraz twarzy Zoey i poczuł przedziwną dumę.

Kiedy wszystko już powiedziała, Zoey rzuciła zimny, pewny siebie uśmiech.

– Do zobaczenia w sądzie.

Przy Henrym była nieco bardziej powściągliwa i grzecznie mu podziękowała:

– Dziękuję.

Potem odwróciła się i wyszła.

Arthur nie odważył się ruszyć za Zoey z powodu Henry’ego. Mógł tylko patrzeć, jak odchodzi, a w nim narastała wściekłość.

Nie miał pojęcia, kiedy znowu uda mu się złapać Zoey sam na sam.

Kiedy Henry upewnił się, że Zoey opuściła rezydencję Brownów, powoli wstał, z namysłem poprawił marynarkę i lekko skinął głową.

Arthur i cała jego rodzina musieli się do niego przymilnie uśmiechać, odprowadzając go do wyjścia.

Przy drzwiach Zoey siedziała już w samochodzie, pochylona, poważnie rozmawiając przez telefon.

Arthur aż się wyprostował, z zapałem odprowadzając Henry’ego, w nadziei, że jak tylko ten odjedzie, uda mu się zatrzymać Zoey.

Ale Henry zignorował Johna, który otworzył mu drzwi do samochodu, i poszedł prosto do auta Zoey.

Wyglądało na to, że chce jeszcze chwilę porozmawiać.

Nadzieje Arthura prysły jak bańka mydlana. Odwrócił się do Alexandra zdezorientowany.

– Przecież to twój dziadek, prawda? Czemu w ogóle cię nie wspiera?

Alexander nie potrafił tego wyjaśnić.

Zoey dopiero co skończyła omawiać szczegóły z zaprzyjaźnionym prawnikiem, gdy, odkładając telefon, zobaczyła przy szybie wysoki cień.

Henry stał cicho i przyglądał się jej, nie mówiąc ani słowa.

Zoey nie mogła pozwolić, żeby tak stał na mrozie jak petent pod urzędem, więc bez zastanowienia rzuciła:

– Może… wejdzie pan do środka, porozmawiamy?

Henry odpowiedział cichym, lekkim śmiechem.

Zoey lekko się zarumieniła, zamierzała wysiąść, ale Henry zdążył już otworzyć drzwi i wsiąść.

Jego wysoka sylwetka sprawiła, że w małym wnętrzu zrobiło się ciasno i duszno.

Zoey powstrzymała odruch, żeby odsunąć mu fotel, i grzecznie zapytała:

– Panie Windsor, ma pan jeszcze jakieś dyspozycje?

Henry uniósł brew.

– Już mnie pani nie nazywa „panem ślepcem”?

पिछला अध्याय
अगला अध्याय