Rozdział 3 Inwestowanie stu milionów dolarów
Zoey nie musiała długo czekać, zanim podjechał mercedes i zatrzymał się tuż przed nią.
Szyba zjechała w dół, a kierowca, zauważywszy dwie młode dziewczyny, od razu się skrzywił.
– A wasz producent gdzie?
Zoey zmarszczyła brwi i odburknęła:
– Pan z ekipy filmowej?
Jego grymas tylko się pogłębił.
– A co ci do tego? Czemu taszczysz walizkę Aurory Cavendish, jeśli jej nawet nie znasz?
Carol, wkurzona jego tonem, warknęła:
– Otwórz wreszcie oczy, człowieku, przecież to jest Aurora!
Kierowca zmierzył Zoey podejrzliwym wzrokiem.
Zoey była już potwornie zmęczona. Opuściła wzrok i spokojnie powiedziała:
– Zgodziłam się zrobić muzykę do „Spocząć w pokoju”, bo podoba mi się scenariusz. Jak ma pan jakieś wątpliwości, proszę zapytać reżysera.
Facet wbił w nią zdumione spojrzenie, po czym natychmiast zmienił front.
– Och, pani Cavendish, najmocniej przepraszam, że pani nie poznałem. Nazywam się Mike Williams, jestem drugim reżyserem. Może mi pani mówić Mike.
Wyskoczył z auta, złapał jej walizkę i uśmiechnął się służbowo:
– Cała ekipa już na panią czeka.
– Wszyscy jesteśmy zachwyceni, że zgodziła się pani nam pomóc przy tym filmie!
Aurora była grubą rybą, nawet Hollywood musiało dopasowywać się do jej grafiku. Dla takiego niskobudżetowego filmu jak ich, to był istny cud, że w ogóle zaangażowała się w niego taka legenda.
Początkowo na lotnisko miał przyjechać tylko reżyser i ekipa od postprodukcji, ale żeby okazać szacunek, zwołano praktycznie wszystkich, by ją uroczyście powitać.
Mike przez całą drogę do planu słodził jej jak mógł, kompletnie inny człowiek niż ten sprzed kilku minut.
Zoey zaczynał działać na nerwy. Zamknęła oczy i westchnęła ciężko, z wyraźną irytacją.
Mike natychmiast się zamknął.
Tymczasem na ostatnim piętrze siedziby głównej Grupy Chase, Henry przekartkowywał nowe materiały, które przysłał mu John – od pierwszej do ostatniej strony, a potem jeszcze raz od końca.
Nic dziwnego, że od trzech lat szukał na próżno. Zoey przez cały ten czas była na świeczniku dzięki swojej pracy, ale zawsze pod pseudonimem.
Kiedy natknęli się na siebie na lotnisku, Henry był pewien, że wróciła przez sprawę sądową. Tymczasem okazało się, że wróciła robić muzykę.
Przejrzał jej dokonania z ostatnich kilku lat – same mocne tytuły; część utworów instrumentalnych znał aż za dobrze, bo puszczał je sobie do snu.
Była naprawdę piekielnie zdolna.
Jego wzrok zatrzymał się na nazwie „Aurora” i Henry aż uniósł brwi.
John, stojący z boku, poczuł, jak przechodzi go zimny dreszcz. Wyglądało na to, że osoba, której Henry szukał przez trzy lata, może mieć teraz bardzo pod górkę.
Zrobiło mu się jej trochę żal. Dziewczyna naprawdę miała talent. Szkoda by było.
Właśnie o tym myślał, gdy usłyszał pytanie Henry’ego:
– Co to w ogóle jest za film, ten „Spocząć w pokoju”?
John na moment się zawahał, po czym odparł:
– Nic specjalnego, zwykły niskobudżetowy projekt.
Henry przycisnął wargi, jego palce musnęły zdjęcie Zoey. Głos stwardniał, oziębły jak lód:
– Nie zna tam nikogo z ekipy, prawda?
– Nie.
John był przekonany, że Henry naprawdę chce być „w porządku” – żeby przypadkiem nie wciągnąć niewinnej ekipy w swoje porachunki z Zoey.
Wyraz twarzy Henry’ego nieco złagodniał. Skinął głową, jakby wreszcie był zadowolony:
– Zainwestuj w „Spocząć w pokoju” sto milionów dolarów. I załatw im najnowocześniejszy sprzęt do muzyki.
– Dobrze, zaraz się tym… – John urwał. – Słucham? Co?
Podniósł głowę, kompletnie skołowany.
„Miałeś się dobrać do skóry Zoey. To czemu nagle fundujesz sprzęt i pakujesz kasę w przeciętny film? Sto baniek może dla ciebie grosze, ale bez przesady…”
Henry posłał mu zimne spojrzenie:
– Jakiś problem?
John natychmiast pokręcił głową. Nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby podważać jego decyzję. Odwrócił się, gotów od razu wykonać polecenie.
– I miej oko na wszystkie jej kontakty. Melduj mi na bieżąco. Szczególnie, jeśli chodzi o jej relacje z facetami.
„Okej.” John był już kompletnie otępiały z wrażenia. Kiedy wychodził, nagle uświadomił sobie, że Henry wcześniej pytał, czy Zoey kogoś zna w ekipie. Czyżby myślał, że Zoey dołączyła do tej małej produkcji z powodu jakiegoś romansu?
Tymczasem Zoey siedziała z ekipą, znosząc godzinę niekończących się komplementów.
Pierwszy raz w życiu uświadomiła sobie, że jest aż tyle sposobów, żeby komuś słodzić.
Aktor grający główną rolę był właśnie w środku żarliwych zachwytów nad Zoey, kiedy producent nagle zerwał się na równe nogi, wpatrując się z przejęciem w telefon. Zrobił duży krok naprzód i głośno oznajmił:
– Korporacja Chase właśnie nas poinformowała, że jest gotowa zainwestować sto milionów dolarów!
Cała ekipa najpierw zamarła na sekundę, po czym wybuchła wrzawą!
– O rany, sto milionów dolarów!
– To znaczy, że możemy kręcić w plenerze, a nawet za granicą?!
Sto milionów dolarów może i było skromną sumą przy filmie naszpikowanym efektami specjalnymi, ale przy zwykłym filmie fabularnym to był prawdziwy złoty deszcz, który mógł podnieść poziom absolutnie wszystkiego!
Producent, wśród okrzyków, podszedł do Zoey, chwycił ją za ręce, a w oczach stanęły mu łzy.
– Pani Cavendish, pani naprawdę jest naszą szczęśliwą gwiazdą!
Zoey była skołowana, uśmiechnęła się niezręcznie i wysunęła dłoń z jego uścisku.
– Co to ma wspólnego ze mną?
– No jak to nie! – producent odpowiedział natychmiast. – Jedyny warunek korporacji Chase jest taki, że wszystko ma się odbywać pod pani koordynacją. Muszą bardzo cenić pani umiejętności i nie chcą, żeby panią na planie ktoś źle traktował! Proszę się nie krępować, jeśli będzie pani miała jakieś życzenia, od razu proszę mówić!
Zoey była jeszcze bardziej zdziwiona. Nie miała żadnych powiązań z korporacją Chase, więc dlaczego mieliby inwestować ze względu na nią?
Mimo to wyszło jej to na dobre. Skoro ekipa miała się dostosować do jej grafiku, nie musiała wcale prosić o wolne.
Zoey wykorzystała okazję:
– Skoro mamy inwestora, znajdźmy nową lokację. Mam sprawy osobiste do załatwienia.
Producent zgodził się od razu i niemal z namaszczeniem odprowadził ją do wyjścia.
– Proszę tylko dać znać, kiedy będzie pani gotowa.
Zoey wsiadła do samochodu i wypuściła z płuc długie, ciężkie westchnienie.
Carol zauważyła, jak bardzo jest zmęczona, i zrobiło jej się jej po prostu żal.
– Odpocznij trochę. Od chwili, kiedy wysiadłaś z samolotu, ani na moment nie zwolniłaś.
Zoey zerknęła na zegarek, a jej spojrzenie stężało, stało się chłodne.
– Przedstawienie dopiero się zaczyna. Sukienki są gotowe?
Dziś odbywało się przyjęcie zaręczynowe najmłodszej córki rodziny Spencer i najstarszego syna rodziny Brown – Catherine Spencer i Alexandra Browna. Pierwsza była przyrodnią siostrą Zoey, a drugi – jej przyjacielem z dzieciństwa.
Kobietą, która powinna stać na tym przyjęciu zaręczynowym, była właśnie Zoey.
Absurd polegał na tym, że Alexander, który przysięgał, że ją poślubi, natychmiast związał się z Catherine. Kiedy Zoey nakryła ich w łóżku, miał jeszcze czelność zrzucić winę na nią, że nie pozwalał, by z nią spał.
Carol, widząc smutek malujący się na twarzy przyjaciółki, cicho zapytała:
– Nadal kochasz Alexandra?
Zoey prychnęła pogardliwie.
– Aż taką desperatką nie jestem. Nie ma ani figury, ani charakteru. Wolę popatrzeć na jakiegoś modela niż się nim zachwycać.
Kiedy to mówiła, w myślach znów mignęła jej tamta zamazana noc sprzed trzech lat. Nie potrafiła przywołać twarzy tamtego mężczyzny, ale intensywna rozkosz wciąż żyła w jej ciele wyraźnie, jakby to było wczoraj.
Carol, która co nieco o tym wiedziała, szturchnęła ją łokciem i puściła do niej oko z psotnym uśmieszkiem.
– A może skorzystasz z okazji i poszukasz tego faceta? W końcu, skoro po jednym razie zdołał cię zapłodnić, to musi być naprawdę porządny egzemplarz.
Zoey lekko pacnęła ją po ramieniu, udając oburzenie:
– Ty zboczona kobieto.
Ale ten dowcip, rzucony w idealnym momencie, trochę rozproszył cienką warstwę smutku.
Pozbierała się, wyprostowała i stanowczo powiedziała:
– Jedziemy. Trzeba przecież zrobić mojej kochanej rodzince małą niespodziankę.
